Na spotkania biznesowe wciąż przychodzimy z pakietem wizytówek i przygotowaną autoprezentacją. Szymon Karwasz przekonuje, że dobry networking zaczyna się w zupełnie innym miejscu. Od zainteresowania drugim człowiekiem, spokojnej rozmowy i gotowości do budowania relacji, która nie musi od razu zakończyć się sprzedażą.
Organizator konferencji Zlinkowani opowiada nam o drodze od kameralnego spotkania dla 20 osób do szóstej edycji wydarzenia w Bydgoszczy. Rozmawiamy również o networkingu dla introwertyków, wpływie mediów społecznościowych na pewność siebie oraz o tym, dlaczego czasami więcej wydarza się przy wspólnym stole niż na scenie.
Zlinkowani określani są jako najbardziej społecznościowa konferencja dla biznesu. Co to właściwie oznacza?
Historia Zlinkowanych zaczęła się w 2023 roku od niewielkiego spotkania networkingowego w Warszawie. To trudny rynek, ponieważ niemal codziennie odbywa się tam jakieś wydarzenie biznesowe. Konkurencja jest duża, a uczestnicy mają ogromny wybór. Mimo tego podczas pierwszej edycji udało się zebrać 20 osób. Spotkaliśmy się w restauracji, przy dobrym jedzeniu. Zachęciliśmy uczestników, aby nie ograniczali się do słuchania prelegentów, ale również sami weszli na scenę i opowiedzieli swoje historie. Okazało się, że kameralna atmosfera sprzyja otwartości. Ludzie zaczęli dzielić się bardzo osobistymi doświadczeniami. Wtedy pomyślałem, że Zlinkowani nie muszą być największym wydarzeniem w Polsce. Naszą największą wartością może być właśnie kameralność. Dzięki niej uczestnicy mogą się przed sobą otworzyć, a takie rozmowy pomagają im zarówno w życiu prywatnym, jak i w rozwoju zawodowym.
W Polsce odbywa się coraz więcej spotkań biznesowych. Czy wraz z ich liczbą rośnie również jakość networkingu?
Jakość zdecydowanie rośnie, ponieważ wydarzenia stają się coraz bardziej profesjonalne. Jeszcze kilka lat temu spotkania w formule LinkedIn Local odbywały się w restauracjach i uczestniczyło w nich kilkanaście osób. Dzisiaj mamy duże sale, profesjonalne nagłośnienie oraz prelegentów przyjeżdżających z całej Polski. Widzę jednak pewien problem. Wydarzenia związane z LinkedIn często koncentrują się wyłącznie na samym portalu. Prelegenci mówią o uzupełnianiu profilu, pisaniu postów i budowaniu zasięgów. Dla osoby, która dopiero zaczyna swoją aktywność, może to być wartościowe. Stali uczestnicy kolejnych spotkań słyszą jednak po raz kolejny bardzo podobne informacje. Dlatego dobry networking powinien być różnorodny. LinkedIn może łączyć uczestników, ale rozmowy i wystąpienia powinny dotyczyć znacznie szerszego spektrum tematów związanych z biznesem, pracą oraz naszym codziennym życiem.
Dlaczego tak wiele osób przychodzi na networking z nastawieniem, że chce komuś coś sprzedać?
To pozostałość po sposobie, w jaki networking wyglądał 10 czy 15 lat temu. Wtedy spotkania opierały się głównie na rozdawaniu wizytówek, krótkiej autoprezentacji i próbie przedstawienia swojej oferty możliwie dużej liczbie osób. W podobny sposób nadal funkcjonuje część klubów biznesowych. Od uczestników wymaga się poznania określonej liczby osób albo regularnego rekomendowania nowych członków. W takiej formule każdy chce uzyskać dla siebie jak najwięcej. Ludzie mówią głównie o sobie, rozdają wizytówki i próbują sprzedawać swoje produkty. To nie może być skuteczne na dłuższą metę. Takie zachowanie szybko zniechęca zarówno do konkretnej osoby, jak i do samego networkingu. Problemem jest przyzwyczajenie i przekonanie, że nie potrafimy nawiązywać relacji w inny sposób.

Networking często kojarzy się ze spotkaniem ekstrawertyków. Co może zrobić osoba, która stoi z boku i nie wie, jak rozpocząć rozmowę?
Bardzo dobrze rozumiem takie osoby, ponieważ sam jestem głębokim introwertykiem. Dodatkowo poruszam się na wózku, co podczas wydarzeń stacjonarnych może być kolejnym utrudnieniem w poznawaniu ludzi. Pomimo tego staram się przełamywać własne bariery i nawiązywać nowe kontakty. Najprostszy sposób to podejść do drugiej osoby i zapytać, czym się zajmuje. Można zadać mniej typowe pytanie albo zażartować. Humor często natychmiast rozluźnia atmosferę. Nie trzeba od razu prowadzić długiej rozmowy ani przedstawiać całej swojej zawodowej historii. Dobrym rozwiązaniem może być również przyjście na wydarzenie z kimś znajomym. Ważne jednak, aby nie spędzić z tą osobą całej konferencji. Jej obecność może dawać poczucie bezpieczeństwa, ale nadal warto szukać nowych kontaktów. Czasami wystarczy znaleźć jedną osobę, z którą dobrze się rozmawia. Od tego może zacząć się dalsze poznawanie uczestników.
Zlinkowani mają za sobą pięć edycji i ponad 280 uczestników. Czego nauczyło Cię organizowanie kolejnych wydarzeń?
Pierwsza edycja odbyła się w Warszawie. Później przenieśliśmy wydarzenie do Gdańska, ale frekwencja była niższa, niż zakładaliśmy. Konferencję zorganizowaliśmy w maju, kiedy wiele osób miało już inne plany. To doświadczenie pokazało mi, że odpowiedni termin i miejsce mają ogromne znaczenie. Lokalizacja powinna być dobrze skomunikowana i dostępna dla osób przyjeżdżających z różnych części kraju. Bydgoszcz dobrze spełnia te warunki. Leży w miejscu, do którego stosunkowo łatwo dotrzeć zarówno z centralnej, jak i północnej Polski. Bardzo ważny jest również dobór prelegentów. Podczas trzeciej edycji, a pierwszej zorganizowanej w Bydgoszczy, wystąpił Adrian Gorzycki, znany z kanału „Przygody Przedsiębiorców”. Wiele osób zdecydowało się na zakup biletu właśnie ze względu na jego obecność. Dzięki temu poznaliśmy nowych uczestników, którzy przyszli na jedną edycję, ale później zostali z nami na dłużej.
Czy znasz relacje albo projekty, które zaczęły się podczas Zlinkowanych?
Wiele znajomości zaczyna się podczas kolacji networkingowej organizowanej dzień przed konferencją. Wiem, że nasi uczestnicy spotykają się później również poza Zlinkowanymi, często w swoich miastach. Organizują mniejsze spotkania, rozmawiają o kolejnych działaniach i planują wspólne projekty. To jest największa siła Zlinkowanych. Żaden biznes nie powstaje w pojedynkę. Wszystkie imperia są grą zespołową. Rozwój zaczyna się od poznania wspólnika, współpracownika albo ludzi, którzy chcą zrobić coś razem z nami. Wierzę, że Zlinkowani pomagają uczestnikom rozwijać ich biznesy właśnie dlatego, że tworzą przestrzeń do poznawania takich osób. Nie zawsze efektem pierwszej rozmowy jest podpisana umowa. Czasami jej rezultaty pojawiają się znacznie później.
Szósta edycja odbędzie się 9 października w Bydgoszczy. Jaki temat będzie definiował tegoroczne wydarzenie?
Tematem tej edycji są media społecznościowe i budowanie pewności siebie. Coraz więcej osób odczuwa psychiczne konsekwencje aktywności w internecie. Jesteśmy nieustannie oceniani przez liczbę polubień, komentarzy i wyświetleń. Łatwo doprowadzić do sytuacji, w której nasz dobrostan zaczyna zależeć od reakcji innych ludzi. Chcemy pokazać, jak świadomie budować swoją obecność w mediach społecznościowych i jednocześnie dbać o siebie. Psycholożka Julia Reguła-Bruzda opowie o tym, na czym właściwie stoi nasza pewność siebie i co robią z nią reakcje otrzymywane w internecie. Sandra Szczudłowska podejmie temat syndromu oszusta. To zjawisko, które często blokuje ludzi przed aktywnością i odważniejszym rozwijaniem własnej marki. Uczestnicy dowiedzą się, jak rozpoznawać takie mechanizmy i jak sobie z nimi radzić. Nie zabraknie również tematów związanych z samym brandingiem. Maciek Sznitkowski, znany jako Brandoholik, pokaże inne spojrzenie na budowanie marki osobistej i autentyczność w mediach społecznościowych.
Jak układacie program, żeby wystąpienia wspierały rozmowy między ludźmi, zamiast z nimi konkurować?
Networking jest jednym z najważniejszych elementów konferencji, dlatego przerwy pomiędzy wystąpieniami trwają nawet około godziny. To wystarczająco dużo czasu, aby nie tylko wymienić kilka zdań, ale naprawdę kogoś poznać. Uczestnicy mogą nawiązywać nowe kontakty oraz rozwijać relacje rozpoczęte podczas poprzednich edycji. Dbamy również o różnorodność wystąpień. Poważniejsze tematy przeplatają się z lżejszymi. Na zakończenie planuję własne wystąpienie, podczas którego podsumuję rok pomiędzy kolejnymi edycjami Zlinkowanych. Ta część będzie bardziej spontaniczna i swobodna. Po kilku godzinach intensywnego słuchania uczestnicy mogą być już zmęczeni, dlatego końcówka powinna przynieść trochę oddechu i śmiechu. Dłuższe przerwy są ważne także dla introwertyków i osób, które potrzebują chwili spokoju. Pomaga nam przestrzeń w restauracji Sowa. Każdy może znaleźć tam miejsce zarówno do rozmowy, jak i krótkiego odpoczynku.
Ważną częścią Zlinkowanych jest kolacja networkingowa organizowana dzień wcześniej. Dlaczego wspólny stół tak dobrze pomaga w budowaniu relacji?
Uczestnicy siedzą przy sześcioosobowych stołach, ale mogą zmieniać miejsca i poznawać kolejne osoby. Kameralna atmosfera pozwala poruszać głębsze tematy niż podczas krótkiej przerwy pomiędzy prelekcjami. W ciągu trzech godzin można dowiedzieć się, czym zajmują się osoby siedzące przy stole, poznać ich doświadczenia i podzielić się własnymi refleksjami. Jest czas na rozmowę, która nie musi kończyć się po kilku minutach. Połączenie dobrego jedzenia i spokojnej rozmowy to jedna z najlepszych form networkingu. Właśnie podczas takich spotkań powstają relacje, które później mają dalszy ciąg.
Z jakim nastawieniem warto przyjechać na Zlinkowanych 6.0?
Nie warto nastawiać się wyłącznie na prelekcje. Są one ważną częścią wydarzenia, a prelegentów dobieramy bardzo starannie, ale równie istotne jest uczestnictwo w spotkaniach i aktywnościach networkingowych. Nie przyjeżdżajmy z pakietem wizytówek, które chcemy jak najszybciej rozdać. Nie skupiajmy się wyłącznie na robieniu zdjęć i nagrywaniu filmów. Skupmy się na ludziach i rozmowach. Właśnie takie nastawienie sprawia, że z konferencji można wrócić nie tylko z notatkami, ale przede wszystkim z relacjami, które zostają z nami na długo. Zlinkowani 6.0 odbędą się 9 października 2026 roku w Bydgoszczy. Dzień wcześniej zaplanowano kolację networkingową dla uczestników, którzy wybiorą obejmujący ją wariant biletu.
fot. Maciej Zieliński