Można wyjść ze spotkania networkingowego z kieszenią pełną wizytówek, kilkunastoma nowymi kontaktami na LinkedInie i poczuciem, że wieczór był naprawdę udany. Były rozmowy, uściski dłoni, wymiana doświadczeń, wspólne zdjęcia i deklaracje, że „koniecznie trzeba się zdzwonić”. Problem w tym, że bardzo często na tych deklaracjach wszystko się kończy. Po kilku dniach trudno już przypomnieć sobie, z kim dokładnie rozmawialiśmy, czym zajmowała się dana osoba i dlaczego właściwie warto byłoby kontynuować tę znajomość. Wizytówki trafiają do szuflady, nowe kontakty znikają wśród setek innych profili, a potencjalna relacja biznesowa rozpływa się bez śladu. W takiej sytuacji networking rzeczywiście staje się jedynie drogim small talkiem.
Samo uczestnictwo nie buduje relacji
Wiele osób traktuje obecność na wydarzeniu networkingowym jako działanie samo w sobie. Pojawiają się regularnie, rozmawiają z wieloma osobami i są widoczne w lokalnym środowisku biznesowym. Liczą, że sama obecność wcześniej czy później przyniesie klientów, polecenia albo wartościowe partnerstwa. Tymczasem udział w wydarzeniu jest dopiero początkiem procesu. Spotkanie pozwala nawiązać pierwszy kontakt, ale nie tworzy jeszcze zaufania. Jedna kilkuminutowa rozmowa rzadko wystarcza, aby ktoś zdecydował się powierzyć nam zlecenie, polecić nas swojemu klientowi albo włączyć do ważnego projektu. Relacja zaczyna powstawać dopiero później: podczas kolejnej rozmowy, wymiany wiadomości, wspólnej kawy, przekazania konkretnej informacji albo drobnej pomocy. Bez tego pozostajemy jedną z wielu osób poznanych podczas kolejnego wydarzenia.
Najważniejsze 24 godziny po spotkaniu
Największym błędem uczestników networkingu nie jest brak odwagi podczas rozmowy, ale brak jakiegokolwiek działania po wydarzeniu. Krótka wiadomość wysłana następnego dnia może zrobić większą różnicę niż najbardziej efektowna prezentacja przy stoliku. Nie musi być długa ani sprzedażowa. Wystarczy nawiązać do konkretnego fragmentu rozmowy, podziękować za spotkanie i zaproponować naturalny kolejny krok. Może to być przesłanie obiecanego kontaktu, artykułu, namiaru na specjalistę albo informacji o wydarzeniu. Czasami wystarczy proste: „Wczoraj rozmawialiśmy o rozwoju sprzedaży w lokalnych firmach. Chętnie wrócę do tego tematu przy kawie”. Taka wiadomość pokazuje, że rzeczywiście słuchaliśmy rozmówcy i że kontakt nie był dla nas tylko kolejnym punktem programu.
Nie każda rozmowa musi kończyć się sprzedażą
Dalszy kontakt nie oznacza natychmiastowego przedstawiania oferty. To jeden z powodów, dla których wiele osób w ogóle nie podejmuje kolejnego kroku. Boją się, że wiadomość zostanie odebrana jako nachalna próba sprzedaży. Tymczasem dobry follow-up nie powinien zaczynać się od cennika, prezentacji ani propozycji zakupu. Jego celem jest sprawdzenie, czy rozmowa ma potencjał, aby rozwinąć się w coś wartościowego. Czasami będzie to klient, innym razem partner, dostawca, ekspert, osoba polecająca albo po prostu wartościowy kontakt, który okaże się potrzebny dopiero za kilka miesięcy. Networking działa najlepiej wtedy, gdy nie próbujemy od razu przewidzieć, jaką korzyść przyniesie każda relacja.
Konkret jest lepszy niż „bądźmy w kontakcie”
Jedno z najczęściej wypowiadanych zdań podczas wydarzeń networkingowych brzmi: „Bądźmy w kontakcie”. Jest uprzejme, bezpieczne i najczęściej zupełnie nieskuteczne. Nie wiadomo bowiem, kto ma wykonać kolejny ruch, kiedy powinien to zrobić i czego właściwie miałby dotyczyć dalszy kontakt. W praktyce obie strony wracają do swoich obowiązków i po kilku dniach rozmowa traci znaczenie. Znacznie skuteczniejsze jest ustalenie konkretu. Można od razu zaproponować rozmowę telefoniczną w następnym tygodniu, umówić krótkie spotkanie online albo zadeklarować wysłanie materiału jeszcze tego samego dnia. Im prostszy i bardziej naturalny następny krok, tym większa szansa, że relacja rzeczywiście będzie kontynuowana.
Nie trzeba kontaktować się ze wszystkimi
Dobry networking nie polega na zebraniu jak największej liczby kontaktów. Próba napisania do każdej poznanej osoby zwykle kończy się wysyłaniem generycznych wiadomości, które nie prowadzą do żadnej wartościowej rozmowy. Lepiej wybrać dwie lub trzy osoby, z którymi rzeczywiście pojawił się wspólny temat, ciekawość albo możliwość wzajemnej pomocy, a następnie poświęcić czas na osobisty i konkretny follow-up. To właśnie selekcja odróżnia świadome budowanie relacji od kolekcjonowania wizytówek. Nie każda rozmowa musi mieć dalszy ciąg. Ważne jednak, aby te najcenniejsze nie kończyły się razem z wydarzeniem.
Networking zaczyna się po wyjściu z sali
Wydarzenie networkingowe daje możliwość poznania ludzi, do których w innych warunkach moglibyśmy nigdy nie dotrzeć. Samo spotkanie nie gwarantuje jednak żadnego rezultatu. Rezultaty pojawiają się dopiero wtedy, gdy ktoś wykona kolejny ruch: napisze wiadomość, umówi spotkanie, prześle obiecany kontakt, poleci czyjąś firmę, zaprosi do współpracy albo wróci do rozmowy po kilku tygodniach. Bez tego networking pozostaje sympatycznym wieczorem, podczas którego wiele osób przez kilka godzin prowadzi uprzejme rozmowy z ludźmi, których prawdopodobnie już nigdy nie spotka. A to rzeczywiście niewiele więcej niż drogi small talk.
Ilustracja wygenerowana przez AI