Networking wcale nie należy do najgłośniejszej osoby w sali. Bardzo często najlepsze relacje buduje nie ten, kto mówi najwięcej, ale ten, kto uważnie słucha, zadaje dobre pytania i potrafi zapamiętać coś więcej niż tylko nazwę firmy. To szczególnie dobra wiadomość dla introwertyków, którzy na wydarzeniach biznesowych często czują, że gra toczy się według zasad napisanych przez ekstrawertyków. Znasz to uczucie? Wchodzisz na salę pełną ludzi, rozmowy uderzają jak ściana, wszyscy wyglądają, jakby już się znali, a Ty stoisz z kawą w ręku i zastanawiasz się, od czego właściwie zacząć. Po godzinie masz dość, wychodzisz z jedną albo dwiema wizytówkami i myślą, że następnym razem może lepiej zostać w biurze.
Tylko że problemem nie jesteś Ty. Problemem jest wyobrażenie, że networking to sport dla osób, które bez wysiłku zagadują całą salę, sypią żartami i w piętnaście minut znają już wszystkich. W praktyce wartościowe kontakty rzadko rodzą się z hałasu. Dużo częściej powstają w spokojnej rozmowie, w której ktoś naprawdę czuje się wysłuchany.
Networking to nie występ, tylko rozmowa
Najgłośniejsza osoba na wydarzeniu może zrobić dobre pierwsze wrażenie, ale samo wrażenie szybko ulatuje. To, co zostaje, to poczucie, że ktoś nas zrozumiał, zainteresował się naszym tematem i zapamiętał, z czym przyszliśmy. Właśnie w tym introwertycy często mają ogromną przewagę. Nie trzeba traktować networkingu jak sceny, na której trzeba dobrze wypaść. To nie konkurs na najbardziej błyskotliwą wypowiedź. To raczej seria krótkich, uważnych rozmów, z których część może przerodzić się w coś więcej. Czasem trzy dobre rozmowy dają więcej niż dwadzieścia przypadkowych uścisków dłoni, po których następnego dnia nikt już nie pamięta szczegółów. Introwertyk zazwyczaj nie potrzebuje obgadać całej sali. Może za to lepiej zapamiętać, czym zajmuje się rozmówca, z jakim wyzwaniem przyszedł i gdzie można sobie realnie pomóc. W biznesie taka jakość kontaktu bywa ważniejsza niż liczba zebranych wizytówek.
Przygotowanie zmniejsza presję
Dla wielu introwertyków największy stres pojawia się jeszcze przed wydarzeniem. Nie chodzi nawet o samą rozmowę, ale o moment wejścia, pierwsze podejście, rozpoczęcie kontaktu. Dlatego przygotowanie jest tu nie dodatkiem, ale sposobem na odzyskanie kontroli. Warto wcześniej sprawdzić, kto będzie na spotkaniu. Jeśli organizator udostępnia listę uczestników, wydarzenie na LinkedIn albo agendę, można wybrać dwie lub trzy osoby, z którymi naprawdę warto porozmawiać. Wtedy sala przestaje być anonimowym tłumem, a staje się miejscem, w którym masz konkretny, możliwy do wykonania plan. Dobrze działa też mały cel. Nie „muszę poznać wszystkich”, tylko „chcę odbyć dwie sensowne rozmowy”. Taki cel nie przytłacza, a jednocześnie daje poczucie, że wydarzenie miało sens. Po jego zrealizowaniu można zostać dłużej, ale nie ma już tej męczącej presji, że trzeba wytrwać do końca za wszelką cenę. Pomaga również przygotowanie kilku prostych zdań. Krótkiej odpowiedzi na pytanie „czym się zajmujesz?”, jednego lub dwóch tematów do rozpoczęcia rozmowy i kilku pytań, które nie brzmią sztucznie. Nie chodzi o wyuczoną formułkę. Chodzi o to, żeby w stresie nie szukać słów od zera. Dobrym początkiem może być zwykłe: „Co Cię dzisiaj tutaj przyprowadziło?”, „Nad czym teraz pracujesz?”, „Co ostatnio najlepiej działa u Ciebie w firmie?” albo „Jak zaczęła się Twoja przygoda z tą branżą?”. To pytania, które nie wymagają od Ciebie popisów, a drugiej osobie dają przestrzeń do opowiedzenia czegoś konkretnego.
Wybieraj formaty, w których możesz być sobą
Nie każde wydarzenie networkingowe jest dla każdego. Wielki mikser na stojąco, głośna sala i szybka wymiana kontaktów mogą być męczące nawet dla osób, które zawodowo świetnie radzą sobie z ludźmi. Introwertyk ma prawo wybierać takie formaty, w których łatwiej mu budować relacje po swojemu. Często lepiej sprawdzają się śniadania biznesowe, kolacje w mniejszym gronie, warsztaty, spotkania tematyczne albo lokalne wydarzenia, na których regularnie pojawiają się te same osoby. W takich warunkach rozmowa ma naturalny kontekst, a relacje mogą rozwijać się stopniowo. Nie trzeba wszystkiego załatwić w jeden wieczór. Na samym wydarzeniu warto celować w pojedyncze osoby, a nie od razu w duże grupy. Ktoś stojący sam przy kawie często chętnie porozmawia, bo czuje podobny dyskomfort. Dobrze jest też przyjść wcześniej, kiedy sala jeszcze się zapełnia. Start w spokojniejszej atmosferze jest łatwiejszy niż wejście w środek rozkręconych rozmów. Nie ma też nic złego w krótkiej przerwie. Wyjście na kilka minut, złapanie oddechu, spokojna kawa z boku sali, to nie porażka. To sposób na zachowanie energii. Introwertyk często działa seriami, a nie ciągiem. Im szybciej to zaakceptuje, tym mniej będzie walczył ze sobą.
Najmocniejszy moment często przychodzi dopiero po wydarzeniu. Follow-up, czyli wiadomość wysłana następnego dnia, to przestrzeń, w której introwertyk może naprawdę zabłysnąć. Bez tłumu, bez presji czasu, bez konieczności natychmiastowej reakcji. Wystarczy krótko nawiązać do rozmowy, przypomnieć konkretny temat i zaproponować dalszy kontakt. To właśnie wtedy luźna rozmowa może zmienić się w realną relację biznesową. Sama obecność na wydarzeniu jest początkiem. Dobrze napisany follow-up sprawia, że ktoś faktycznie Cię zapamięta. Nie musisz udawać duszy towarzystwa, żeby budować wartościową sieć kontaktów. Wymuszona ekstrawersja jest męcząca i zwykle widać ją z daleka. Dużo lepiej oprzeć się na tym, co naturalne: uważności, dobrych pytaniach, spokojnej rozmowie i regularności. Dlatego w społeczności LocalNetworking.pl stawiamy na kameralne, lokalne formaty, w których liczy się rozmowa, a nie licytacja na głośność. Najlepsze kontakty biznesowe rzadko rodzą się z popisów na środku sali. Częściej zaczynają się wtedy, gdy ktoś zadaje właściwe pytanie i naprawdę słucha odpowiedzi. A to jest coś, co introwertyk potrafi często lepiej niż niejeden ekstrawertyk.
Autor
-
Aleksander Pawzun, przedsiębiorca, COO i członek zarządu CalmFox.pl, ekspert marketingu cyfrowego i e-commerce z blisko 20-letnim doświadczeniem. Założyciel SEMGO, związany wcześniej m.in. z Grupą Allegro i AKARDO S.A. Autor manifestu lokalnych firm oraz współtwórca BydgoskieMarki.pl, projektu promującego bydgoskich przedsiębiorców i ideę silnej lokalnej gospodarki.